Powódź w Kotlinie Kłodzkiej we wrześniu 2024 roku pokazała, że groźne potrafią być nawet małe cieki i rowy melioracyjne, przez większość roku niemal suche. Postępująca zabudowa naturalnych terenów zalewowych sprawia zaś, że podtopienia pojawiają się dziś tam, gdzie wcześniej ich nie było. Dlatego przed zakupem działki, domu czy mieszkania warto poświęcić chwilę na sprawdzenie, czy pobliska woda może w przyszłości sprawiać problemy. Na szczęście większość narzędzi jest bezpłatna i dostępna dla każdego.
Zacznij od map online
Podstawowym źródłem informacji jest Hydroportal, prowadzony w ramach Informatycznego Systemu Osłony Kraju (ISOK) przez Wody Polskie. Znajdziemy w nim mapy zagrożenia powodziowego (MZP) i mapy ryzyka powodziowego (MRP), opracowane przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Uwzględniają one zagrożenie od strony rzek, morza oraz w wyniku uszkodzenia urządzeń hydrotechnicznych, takich jak wały czy budowle piętrzące. Dostęp jest darmowy i nie wymaga rejestracji. Mapy pokazują trzy scenariusze prawdopodobieństwa powodzi: wysokie (powódź średnio raz na 10 lat), średnie (raz na 100 lat) i niskie (raz na 500 lat), a także prognozowaną wysokość fali oraz sytuację w razie przerwania wałów.
Sprawdź teren na własne oczy
Mapy to jednak nie wszystko. Warto obejrzeć działkę i okolicę osobiście. Najbardziej narażone są grunty w pobliżu rzek i strumieni, ale zagrożeniem bywają też rowy, które po nawałnicy zbierają wodę z rozległego obszaru. Zwróćmy uwagę na ukształtowanie terenu, obecność wałów, kanałów i przepustów, a w terenach górskich – na zbiorniki retencyjne przechwytujące nadmiar wód. Sygnałem ostrzegawczym jest też roślinność: wierzby, olchy, skrzypy czy sitowie wskazują na wysoki poziom wód gruntowych. Podtopieniom sprzyjają również rozległe betonowe powierzchnie połączone z niewydolną kanalizacją burzową.
Poznaj historię miejsca
Sama nieruchomość potrafi zdradzić, czy miała kontakt z wodą. Ślady na elewacji, świeże tynki uzupełnione do pewnej wysokości, wilgoć w piwnicy, pleśń czy korozja metalowych elementów to sygnały, których nie można ignorować. Cenne bywają zdjęcia archiwalne na portalach historycznych oraz rozmowa z sąsiadami mieszkającymi w okolicy od lat – pamiętają skalę i przyczyny dawnych zalań. Trzeba jednak pamiętać, że brak powodzi w przeszłości nie gwarantuje bezpieczeństwa w przyszłości.
Na koniec warto pamiętać, że nie można pominąć sprawdzenia planu zagospodarowania przestrzennego (MPZP), który powinien wskazywać tereny zalewowe i objęte zakazem zabudowy. Warto sprawdzić datę jego uchwalenia – dopiero od 2018 roku gminy konsultują plany z Wodami Polskimi, więc starsze dokumenty mogą pomijać ryzyko. Przy poważniejszych wątpliwościach pomocna będzie opinia hydrologa, geodety lub inżyniera budowlanego. Warto też pamiętać, że żadne zabezpieczenie nie daje stuprocentowej gwarancji, dlatego przy podwyższonym ryzyku dobrze zadbać o wzmocnienie budynku oraz odpowiednie, choć zwykle droższe, ubezpieczenie.

